10 października młodzież z naszej szkoły wybrała się do Wałeckiego Centrum Kultury na spektakl pt. „Kamienie na szaniec”, który został zrealizowany na podstawie fragmentów powieści Aleksandra Kamińskiego. W rolach głównych zagrali: Anna Witoszek (Zośka), Dawid Mazur (Alek), Paweł Soduła (Rudy) Natomiast Marek Lis Orłowski opracował scenariusz i wyreżyserował całe widowisko. Artyści pracują na co dzień w Narodowym Teatrze Edukacji we Wrocławiu.
Wydaje mi się, że osoby, które przeczytały książkę od deski do deski, były bardzo rozczarowane. Wiele ważnych wydarzeń zostało pominiętych przez autora scenariusza lub potraktowanych zupełnie po macoszemu, na przykład akcja Alka polegająca na zdjęciu niemieckiej tablicy z pomnika M. Kopernika. W ich miejsce pokazano mało ważne sceny, które raczej nie zaciekawiły młodych widzów. Całość, w małym stopniu, uratował fragment dotyczący akcji pod Arsenałem. Na scenie pomysłowo i zaskakująco wykorzystano efekty specjalne: rzucono petardy, zadymiono salę i dość realistycznie pokazano potyczkę polskich chłopców z gestapowcami.
Myślę, że na uznanie zasłużyły kostiumy. Oddawały realia lat 40-tych ubiegłego wieku. Widać było, że aktorzy czuli się w nich swobodnie. Nie można niczego zarzucić również scenografii. Dekoracje wykonane były solidnie i estetyczne, zajmowały praktycznie całą scenę, przedstawiały mury miasta. Na jednym z nich, w przerwach między scenami, były wyświetlane autentyczne filmy, materiały archiwalne i zdjęcia z okresu wojny. Myślę, że było to oryginalne i nietypowe. Pozwalało lepiej wyobrazić sobie czasy okupacji. Od czasu do czasu w tle pobrzmiewały wojenne melodie i przyśpiewki. Warszawa na scenie przedstawiała się ładnie i realistycznie.
Uwagę zwracały również efekty świetlne. Snopy kolorowych świateł czasami kierowały się na konkretny punkt, imitowały nocną poświatę lub nadjeżdżający samochód policji. Potęgowało to nastrój grozy i niebezpieczeństwa. Przyciemnienie świateł wykorzystywano również do zmiany niektórych elementów scenografii i sygnalizowało zmianę miejsca, w którym rozgrywała się następna scena.
Gra aktorów może nie była szczególnie rewelacyjna, ale nie przeszkadzało to w odbiorze spektaklu. Na uznanie zasłużył aktor, który grał niemieckiego oficera. Wyjątkowo realistycznie wcielił się w swoją rolę i był bardzo naturalny. Niektórym widzom mogło trochę przeszkadzać to, że niektórzy aktorze wcielali się w rolę dwóch lub nawet trzech postaci.
Moim zdaniem całe widowisko było na średnim poziomie i nie powaliło na kolana większości widzów. Jednak spektakl oglądało się dość przyjemnie i nie było zbyt wielu nudnych momentów. Myślę, że mniej wymagające osoby były zadowolone, że mogły obejrzeć sceniczną wersję „Kamieni na szaniec”.
Martyna Wróbel